applefobia
Applefobia
Loading...

Apple płaci, żebyście musieli przepłacać

Wiem, że tytuł tego artykułu wydaje się cokolwiek pogmatwany, ale bardzo liczę na otrzymanie tegorocznego ekonomicznego Nobla, więc nie miał...

Wiem, że tytuł tego artykułu wydaje się cokolwiek pogmatwany, ale bardzo liczę na otrzymanie tegorocznego ekonomicznego Nobla, więc nie miałem innego wyjścia i musiałem zrobić poważne wrażenie.

Jak się okazuje, świat nie jest taki, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Drugiego oka naprawdę nie warto ryzykować, bo zamierzam wam wszystko objaśnić z wrodzoną sobie swadą i łatwością, więc oko jeszcze wam się przyda..

Świat ekonomii Apple nie przypomina tego, czego uczyliście się (lub nie) o prawach popytu i podaży. To świat napędzany amazingiem, robieniem fanbojów w bambuko i puszczaniem w obieg akcji o wartości zależnej od koniunkcji gwiazd i stanu rzek w Górnej Wolcie.

Normalnie każdy producent wręcz wyłazi ze skóry, żeby opchnąć wam swój towar, choćby i na granicy opłacalności. Czasem faktycznie można kupić coś za śmieszną cenę, o czym najlepiej wiedzą ci, którym nie zagoiły się jeszcze rany cięte i miażdżone po promocji telewizorów w Media Markt. Obniżki, rabaty, wyprzedaże - czego się nie robi, żeby pozyskać klienta...

Jest oczywistą oczywistością, że Apple nie musi uciekać się takich tanich chwytów, bo klientów ma wiernych, lojalnych i przywiązanych jak pies do budy. Trudno nie być lojalnym, gdy nie pasują wtyczki spoza ekosystemu... Apple robi natomiast inne rzeczy, które jeżą włos na karku każdego, kto choć raz samodzielnie kupował natkę pietruszki w osiedlowym warzywniaku.

W swoich Apple Storach firma z Cupertino ma pełną kontrolę nad cenami produktów. Z automatu dopisuje się te 300% marży do kosztów produkcji i kasa gra. Ale jak zapanować nad sieciami handlowymi, które mogłyby, z podłej chciwości i chęci szybkiego zysku sprzedać wam iPhona 5 taniej niż Apple Store?

Otóż, jak wynika z doniesień Chipa, które trudno przyjąć bez zażycia pigułek na ciśnienie, Apple subwencjonuje ceny swoich produktów. Mówiąc w prostych żołnierskich słowach - dopłaca sklepom, żeby przypadkiem nie sprzedały wam iPada czy MacBooka za jakąś upokarzającą, plebejską cenę, odpowiadającą ich realnej wartości. Tak się dba o prestiż marki!

W efekcie, dzięki kolonialnej polityce i szczodrości Apple wobec zewnętrznych dealerów, gdzie by nie szukać, wszędzie przepłacicie za zabawki z jabłkiem. Kończy się to tak, że niektórzy w ten sposób wycyckani nabywcy ze wstydu przechodzą na fanbojską stronę barykady, aby zagłuszyć tarzający się ze śmiechu zdrowy rozsądek, poczuć się prestiżowo i móc zadzierać nosa przed tymi, których nie stać... na robienie głupot.

Mnie cała ta sytuacja przypomina samobójstwo na raty. W imię prestiżu marki i dobrego samopoczucia już uzależnionych fanbojów, dopłacać do tego, żeby nie móc sprzedać więcej towaru? Pompować kasę w zawyżone ceny? Owszem, Phil Schiller ostatnio stwierdził, że Apple nie jest zainteresowane produkcją taniego iPhona i wchodzeniem na rynek urządzeń dla hołoty, więc najwyraźniej trzymanie się cen z Plutona jest wpisane w kosmiczne DNA Apple.

Ciekawe, jak długo można pociągnąć na udawaniu elity i spoglądaniu z góry na resztę świata? Chyba niedługo. Ostatnia redukcja o połowę zamówień na podzespoły do Fajfona zaczyna mieć sybmoliczną wymowę. Czyżby ten klejnot w bufońskiej koronie słabo się sprzedawał?


Źródło: Chip


ekonomia 6111544260347050692

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga