applefobia
Applefobia
Loading...

Czekaj tatka latka, czyli Mac Pro dopiero na wiosnę...

Zła wiadomość dla kreatywnych profesjonalistów - dostawa Maków Pro przesunęła się na marzec. Na sz...

Zła wiadomość dla kreatywnych profesjonalistów - dostawa Maków Pro przesunęła się na marzec. Na szczęście - tego roku. Prawdę mówiąc, spodziewałem się takiego rozwoju sytuacji. Nie żebym był jakimś cholernym jasnowidzem, ale tak mi wychodziło z logicznego rozumowania. W pewnych sprawach tzw. chłopski rozum jest nie do zastąpienia. Przecież żeby coś dostarczyć na rynek, trzeba najpierw umieć to wyprodukować...

Od dawna twierdziłem, że Mac Pro jest produktem urojonym. Odkąd zamiast działającej stacji roboczej Apple zaprezentowało latem ubiegłego roku jakieś filmiki propagandowe oraz model zrobiony na drukarce 3D i obiecało premierę na jesień, a potem rzutem na taśmę ogłosiło w grudniu uruchomienie dostaw w lutym - już było wiadomo, że terminowe zbudowanie stacji roboczej z funkcją odkurzacza przerosło kupertyńską myśl techniczną co najmniej o trzy długości.

Od tej pory ilość ludzi, którzy mieli fizyczny kontakt z działającym Makiem Pro jest nadal mniejsza od populacji osób utrzymujących, że obcowały płciowo z jednorożcem. W przestrzeni publicznej pojawiło się zaledwie parę egzemplarzy, które trafiły w ręce redakcji blogów technologicznych, aby tam skompromitować się przegrzaniem wszystkich rdzeni i throttlingiem procesora. Tak z ręką na sercu - znacie kogoś z nowym Makiem Pro na biurku? No właśnie...




Podana na MyApple wiadomość o kolejnym opóźnieniu dostępności Maka Pro okraszona została komentarzem, że "nowy Mac Pro musi cieszyć się dużą popularnością, skoro Apple nie jest w stanie wyprodukować takiej ilości, by dostawy tego komputera odbywały się na bieżąco". Zazdroszczę kolegom z MyApple optymizmu i ufności w kupertyńską propagandę, ale moim zdaniem powody opóźnienia są całkiem inne.

Nikt przy zdrowych zmysłach (z wyjątkiem norweskich gejów-stylistów i kreatywnych profesjonalistów z Dubaju) nie rzuca się na niesprawdzoną konstrukcję w ekstrawaganckiej obudowie za kilkanaście tysięcy złotych. Ergo: wcale nie ma rozemocjonowanych kolejek fanbojów chętnych do adopcji kota w worku, więc pitolenie o szalonej popularności Maka należy zaliczyć do gatunku "science fiction wishful thinking". Od momentu udawanej grudniowej premiery termin dostawy był z góry określony na luty, a to oznacza, że towaru fizycznie nigdy nie było w magazynie. I nadal nie ma.

Apple wprawdzie cały czas na bieżąco przyjmuje zamówienia, najbezczelniej w świecie finansując gigantyczny startup, ale to jest jedyna związana z Makiem Pro działalność, która odbywa się na bieżąco. Przypuszczam, że na rzeczywiste uruchomienie sprzedaży trzeba będzie poczekać do momentu, gdy geniusze z Cupertino uporają się z odkrytymi poniewczasie usterkami, które spowodowały zdjęcie Maka z linii produkcyjnych i odesłanie do laboratoriów do poprawki i gdy ledwo przyuczony personel fabryki w Austin nauczy się wkładać sprowadzone z Chin podzespoły do obudowy we właściwej kolejności. A kiedy to nastąpi... tego nie wie nawet Phil Schiller...


Źródło: MyApple


opóżnienie 3609220320377832330

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga