applefobia
Applefobia
Loading...

Dalej nie rozumiem reklam Apple

Ktoś tam w Cupertino chyba naprawdę uwierzył w siłę oddziaływania reklamy. Apple funduje nam kolejne...

Ktoś tam w Cupertino chyba naprawdę uwierzył w siłę oddziaływania reklamy. Apple funduje nam kolejne spoty reklamowe z prędkością, jakiej nie powstydziłby się przypalany przez trenera samochodową zapalniczką enerdowski kolarz podczas treningu do Wyścigu Pokoju.



Tym razem dostało się iPhonowi. I to naraz z obu luf, jak z dubeltówki nerwowego gajowego-onanisty. Tradycyjnie już Apple posłużyło się nie do końca dopracowaną formułą reklamy prawie podprogowej, która tradycyjnie znowu nie zadziałała w moim przypadku. Nic z tego nie zrozumiałem. Może za wolno czytam?

Jako osobnik konserwatywny, w dużej mierze stetryczały i zatwardziały w swoich poglądach, zawsze uważałem, że reklama powinna pokazywać produkt z jak najlepszej strony i opiewać jego wyjątkowe zalety, innowacyjność, unikalne możliwości. Niestety, trudno powiedzieć, żeby w nowych reklamach iPhona zaszła któraś z tych okoliczności.

Jeśli chodzi o warstwę merytoryczną, to jestem pewien tylko co do jednego - wygląda na to, że iPhona faktycznie da się obsługiwać palcem, i to zarówno w pozycji pionowej jak i poziomej. Po zastanowieniu muszę jednak stwierdzić, że szału nie ma, bo tak samo działają też inne smartfony. A niektóre nawet mają rysik. Natomiast jeśli chodzi o pokazanie tzw. unikalnych możliwości, to jakoś mam wrażenie, że  pierwszy lepszy smartfon z Biedronki z darmowym oprogramowaniem potrafi tyle samo, co reklamowany iPhone. Zresztą popatrzmy...




Pierwsza reklama, zaskakująco zatytułowana "Brilliant", przedstawia uniwersalne zastosowania iPhona do konsumpcji szeroko rozumianej plebejskiej rozrywki. Trochę więc nie rozumiem, skąd wziął się tam nagle Albert Einstein, ale widocznie ktoś w Cupertino doszedł do wniosku, że pokazanie wizerunku Einsteina na ekranie iPhona będzie cool i uczyni go jeszcze bardziej "smart". Słyszałem też, że jeżdżenie Daewoo Tico z przypiętą na fotelu pasażera dmuchaną lalką Sebastiena Loeba naturalnej wielkości wybitnie poprawia osiągi samochodu. O samopoczuciu właściciela Tico nie wspominając.

Idąc tym tropem, prawdopodobnie mógłbym przy pomocy jakiejś sutej łapówki lub szantażu nakłonić borsuka, aby korzystając ze zdjęcia wydartego z "Gali", wyhaftował na moich barchanowych gaciach wizerunek Brada Pitta, ale jakoś nie wierzę, że to zrobi ze mnie nagle przystojniaka w seksowych stringach i obiekt westchnień pensjonariuszek Domu Pogodnej Jesieni w Mszanie Górnej...


 

Druga reklama, pod, o dziwo, całkiem innym tytułem "Discover", niewiele różni się od pierwszej. Jest wprawdzie jeden moment, napawający nadzieją i wnoszący ożywczy powiew świeżości, gdy ktoś próbuje innowacyjnie nastroić jedną ze strun gitary na niewystępującą w tym miejscu tonację dźwięku C#. Już zacząłem mieć nadzieję, że w następnej scenie ktoś będzie usiłował grać na pianinie z wszystkimi czarnymi klawiszami innowacyjnie zgrupowanymi po jednej stronie klawiatury, ale dalej już do znudzenia powtarzają się sceny polegające na mizianiu ekranu paluchami podczas korzystania z kolejnych aplikacji na iPhona.

Można wyciągnąć z tego wniosek, że kontynuacja tej znakomicie zapowiadającej się serii reklam będzie konsekwentnie opierać się na tym samym schemacie, polegającym na pokazywaniu paru sekund działania każdej aplikacji z App Store, przeplatanym prawie podprogowo wyświetlanymi hasłami. A to znaczy, że Apple ma już gotowy materiał na kolejne pół miliona fantastycznych trzydziestosekundowych spotów reklamowych, którymi zapewne wkrótce nas uraczy. Pod warunkiem, że nie zabraknie im haseł. Szykujcie się...


reklama 7442731350708627475

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga