applefobia
Applefobia
Loading...

iPanzer - historia nieznana

Wygląda na to, że pomysły na połączenie iGadżetów ze sprzętem bojowym to niewyczerpana kopalnia ins...

Wygląda na to, że pomysły na połączenie iGadżetów ze sprzętem bojowym to niewyczerpana kopalnia inspiracji. Dlatego też prezentuję wygrzebaną w domowym archiwum rycinę przedstawiającą iPanzer - jedną z najtajniejszych hitlerowskich Wunderwaffe, która mogła zmienić bieg historii...




Prace nad tą straszliwą bronią rozpoczęły się w lipcu 1944 roku, gdy w ręce nazistów wpadł tajemniczy przybysz. Niewiele o nim wiemy. Ubrany w obcisłe gatki i bezsensowny hełm z dziurami, zaplątał się w krzaki koło poligonu doświadczalnego w Peenemünde razem ze swym dziwacznym rowerem. Miał amerykańskie prawo jazdy na rok 2014 i twierdził, że wraca do domu w Palo Alto, co oczywiście wzbudziło uzasadnioną czujność wartowników.

Rower o dziwnej konstrukcji miał napis iCycle Time Runner Pro i był eksperymentalną machiną czasu z napędem jądrowym, nad którą Apple podjęło prace po tym, gdy Liberty Direct odmówiło im wypłaty odszkodowania z polisy AC+NNW za rozbity na parkingu pod Walmartem prototyp iCara. A Phil Schiller mówił przecież TimKukowi, że bezprzewodowe hamulce działające w Chmurze mogą nie zdążyć się zsynchronizować z iTunes w razie potrzeby nagłego zatrzymania... Ale ja nie o tym...

Rozebrany na części rower posłużył nazistom jako baza wyjściowa do skonstruowania prototypu pierwszego hybrydowego pojazdu bojowego - VW typ 82 Kübelwagen mit Holzgas und Nuklearantrieb. Produkcję uruchomiono w podziemiach kompleksu Riese w Górach Sowich. Niemcy ulepszyli wiele elementów - między innymi zmienili zacinającą się przerzutkę planetarną na sojuszniczy produkt marki Shimano i wymienili ciężką wodę w chłodnicy. Niestety nie mieli doświadczenia z bateriami Apple, zasilającymi procesor A6, które sterował fuzją zimnych jąder. Baterie tradycyjnie spuchły i eksplodowały, grzebiąc korytarze pod zwałami ziemi i kamieni, i odcinając większość podziemi Riese od świata zewnętrznego. Prototypu hybrydowego Kübelwagena nie odnaleziono do dziś.

Rozebrany do obcisłych gatek przybysz nie nadawał się do niczego sensownego, a ponieważ ciągle wykrzykiwał tylko coś w rodzaju "Chief Executive Officer" i "Apfel", więc po zrewidowaniu i przesłuchaniu został odesłany do jenieckiego obozu oficerskiego Oflag VII D w Tittmoning, do prac pomocniczych w sadzie owocowym. Podobno próbował tam zaszczepić jakąś nową odmianę jabłoni - Regenmantel, czy jakoś tak. Ale ja nie o tym...

Podczas rewizji cyklisty znaleziono przy nim urządzenie, które na pierwszy rzut oka nie kojarzyło się z zastosowaniami militarnymi, choć trzeba przyznać, że duże zbiory śmiałych rycin o tematyce męskiej wprawiły w popłoch inżynierów z Peenemünde i mocno obniżyły morale członków personelu wojskowego, którzy od tej pory do łaźni chadzali wyłącznie w pojedynkę i z odbezpieczoną bronią osobistą.

Rozważano powielenie tych rycin w formie ulotek i zrzucanie ich z bombowców nurkujących Junkers Ju 87 "Stuka" nad pozycjami przeciwnika, aby osłabić jego ducha bojowego i zasiać ferment w szeregach. Niestety, na przeszkodzie stanęło to, że żadnym sposobem nie udawało się tych rycin wydobyć z urządzenia - nawet przy użyciu eksperymentalnego złącza Das Micro ASB (Allgemein Seriell Bus), dopiero co opracowanego w niemieckich laboratoriach.

Dalej nie było wiadomo, co zrobić z tajemniczym urządzeniem. Nadzieja pojawiła się, gdy przebywający akurat w  Peenemünde z inspekcją pułkownik Claus von Stauffenberg rzucił swoim bystrym okiem na "Täfelchen", jak pieszczotliwie nazywali urządzenie laboranci, wykrzyknął entuzjastycznie "Dla mnie bomba!", po czym pojechał coś załatwić w Wilczym Szańcu. Ponieważ już nie wrócił, nigdy nie wyszło na jaw, co miał na myśli.

O wszystkim zadecydował przypadek. Któryś z inżynierów, pracujący przed wojną w zakładach Telefunkena, odkrył, że to co widać przez obiektyw z tyłu "Täfelchen", może być wyświetlane na przedniej szybce. Zaraz potem skonstruowano prototyp iPanzer, który pozwalał bezpiecznie celować do czołgów przeciwnika zza stalowej osłony z malutką dziurką. Los radzieckich T-34 i amerykańskich Shermanów wydawał się wisieć na włosku...

Zamiary nazistów zostały pokrzyżowane przez sankcje gospodarcze i embargo wojenne, nałożone przez USA na Niemcy. Wskutek decyzji amerykańskiego Senatu, Apple musiało zablokować okupowanej Europie dostęp do iTunes i mimo licznych usiłowań i prób podszywania się pod fińskich, belgijskich czy włoskich fanbojów, nazistom nigdy nie udało się ściągnąć oprogramowania do iPanzer ani aktualizacji do Map Apple. I w ten sposób podobno wygraliśmy II Wojnę Światową...

PS. Materiał został opracowany bez konsultacji z Bogusławem Wołoszańskim.



CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO? DOŁĄCZ DO APPLEFOBII!

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga