applefobia
Applefobia
Loading...

Czego wdowa po Jobsie ma więcej?

To intrygujące pytanie wbrew pozorom nie wzięło się z kolorowej prasy dla gospodyń domowych, skand...

To intrygujące pytanie wbrew pozorom nie wzięło się z kolorowej prasy dla gospodyń domowych, skandalizujących brukowców czy programów w rodzaju "Gwiazdy karmią łabędzie", a z bardzo poważnego portalu finansowego. No więc, czego ma więcej była żona Steva Jobsa?

Całkiem niedawno pisałem o tym, że studio animacji Pixar, należące niegdyś do Jobsa, a obecnie do Disneya, wbrew swemu historycznemu dziedzictwu i etosowi założyciela, całą produkcję filmów realizuje na skrzypiących pecetach, zamiast na najlepszych na świecie stacjach roboczych Apple.

Ten niewytłumaczalny (przynajmniej w granicach jabłkowego amazingu) fenomen być może wziął się po prostu ze zdrowego rozsądku zarządu Disneya i czysto ekonomicznej kalkulacji jego księgowych. I w tym miejscu ponownie splatają się wątki Apple i Pixara, bo jak się okazuje, równie wysokim poziomem rozsądku i chłodnej kalkulacji wykazała się Laurene Powell Jobs. A może ma równie sprytnego księgowego?

Otóż wdowa po nieodżałowanej pamięci Geniuszu Kalifornii posiada całkiem spory pakiet akcji odziedziczonych po mężu. Jak myślicie, jakiej firmy są to akcje? Apple? Owszem, ma też takie, ale tylko za 2,8 mld dolarów. Znacznie większy pakiet walorów należących do pani Jobs to akcje Disneya o wartości 9,5 mld dolców.

Jak to się stało, że żona Steva Jobsa ma trzy razy więcej akcji jakiejś wytwórni filmowej pracującej na skrzypiących pecetach, niż macierzystej firmy męża, gdzie w każdym schowku na miotły stoją wspaniałe, profesjonalne Maki i unosi się zapach amazingu? Hmm... czyżby brak wiary w świetlaną przyszłość Apple?


Źródło: Puls Biznesu

steve jobs 3996980671003994501

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga