applefobia
Applefobia
Loading...

Find My Nude

Jeśli jeszcze mieliście jakieś wątpliwości co do inteligencji użytkowników iPhonów albo złudzenia...


Jeśli jeszcze mieliście jakieś wątpliwości co do inteligencji użytkowników iPhonów albo złudzenia na temat bezpieczeństwa systemów Apple, to sprawa właśnie się wyjaśniła. Jest porno-afera z udziałem iCloud...

Teoretycznie funkcja Find My iPhone służy do namierzenia własnego iPhona, utraconego wskutek napadu rabunkowego w toalecie Klubu Członków Mensy, włamania do służbowego Bentleya czy spożycia alkoholu niewiadomego pochodzenia z przygodnie poznanymi osobami w pociągu TLK relacji Grójec-Ustka.

Jak się jednak okazuje, Find My iPhone samo w sobie nie jest w żaden sposób zabezpieczone przed wizytą nieproszonych gości. Mówiąc w prostych żołnierskich słowach, przypomina kurnik po ostrzale z obrzyna. Jakiemuś hakierowi udało się włamać przez dziurę najpierw do Find My iPhone, a potem już poszło - buszował sobie jak borsuk w spiżarni po różnych kontach na iCloud, skąd zajumał setki rozbieranych zdjęć znanych aktorek, modelek i innych gwiazdeczek prasy kolorowej. Sprawa się rypła, zdjęcia pojawiły się na 4Chanie, a w kręgach celebryckich zaczął się lament nad utratą niewinności.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. O legendarnym bezpieczeństwie kupertyńskiego ekosystemu pisać już nie będę, bo to byłoby kopanie leżącego podkutymi glanami w słabiznę, ale parę słów wypada poświęcić gromadnej głupocie użytkowników sprzętu Apple, którzy bezrefleksyjnie powierzają całą swoją prywatność obcym serwerom gdzieś na drugim końcu świata.

Wbrew lansowanej przez Apple totalnej cyckofobii i walki z golizną, fotografowanie własnych cycków czy innych przydatków to jedno z najpopularniejszych hobby posiadaczek iPhonów. Potrzeba impulsywnego robienia sobie gołych słotfoci w sypialniach, kiblach czy basenach przy każdej nadarzającej się okazji sama w sobie jest już zastanawiająca i warta wnikliwych badań oraz osobnej monografii ilustrowanej barwnymi rycinami w twardej oprawie ze złoceniami.




Fotki to jedno. Jak ktoś musi, to niech robi. Trzeba jednak być kompletnym idiotą (a w tym przypadku - idiotką), żeby wszystkie te pionowe arcydzieła słitfociarstwa wrzucać bezmyślnie do Sieci, a zwłaszcza oddawać na przechowanie ekosystemowi Apple, chroniącemu prywatność równie skutecznie jak dziurawe rajstopy cnotę.

Jak się niestety okazuje, bycie domniemaną gwiazdą i posiadanie iPhona to mieszanka wybuchowa, która przyprawiona głupotą i bezmyślnością daje komiczne skutki. I to niekoniecznie dotyczy tylko celebrytek, fotografujących się w łazience przed lustrem. Wystarczy wspomnieć chociażby windowe sesje Dawida Wolińskiego i jego żałosnego naśladowcy.

Po moje śmiałe fotki z kozą i borsukiem zapewne nikt by się nie włamywał (zwłaszcza, że są bezpiecznie schowane nie w chmurze, a w piwnicy po lewej stronie, za skrzynką z rzepą i regałem na ośmioletni bimber X.O.), ale w przypadku osób publicznie znanych i medialnie pożądanych zalecana jest wyjątkowa rozwaga, której w tym przypadku zabrakło. A teraz jest płacz i zaskoczenie, bo cały świat gapi się na twoje cycki. No cóż, skoro zaufało się Najbezpieczniejszej Chmurze Świata...


Źródło: Gazeta, MyApple


słitfocie 6228727204219557814

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga