applefobia
Applefobia
Loading...

Fanboje już niczemu się nie dziwią

Fanbojnia już znalazła sobie uzasadnienie dla skandalicznych cen Apple Watch...


Fanbojnia już znalazła sobie uzasadnienie dla skandalicznych cen Apple Watch...

Jak pamiętamy z wcześniejszych doniesień, ceny nowego zegarka Apple mają mieścić się w granicach od kilkuset dolarów za wersję podstawową do kilku tysięcy dolarów za pozłacaną kopertę, a w przypadku wersji po jubilerskim tuningu optycznym - nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Dotąd traktowałem te informacje z przymrużeniem oka - coś jak newsy z gatunku science-fiction o babie z brodą, albo o gościu, który zjadł katedrę w Gnieźnie bez popitki. Kto by tam uwierzył, że znajdą się chętni na elektroniczny zegarek za takie pieniądze... Jak się jednak okazuje, są tacy, którzy już się z tym pogodzili, a nawet znaleźli argumenty "za". Kto to taki? - zapytacie ze zdumieniem, wznosząc brwi wyżej niż Martyna Wojciechowska. To fanboje, moi mili, to fanboje...

Moja ostatnia rozprawka na temat fanbojstwa powinna wzbogacić się o nowy rozdział, poświęcony straszliwej odmianie znieczulicy, sprawiającej, że fanboje już kompletnie stracili rozeznanie i nie czują, że ktoś ich bezczelnie rucha, wciskając za 4.000 dolców zegarek wart w produkcji góra trzy stówy. A oni, nie dość, że się temu wcale nie dziwią, to jeszcze wymyślają argumenty, uzasadniające ten stan rzeczy. Zupełnie jakby ofiara kradzieży cmokała z zachwytu, że ogólnie było miło, a od złodzieja zalatywało drogą perfumą...

Rzecznikami tych, co się nie dziwią i w pełni akceptują absurdalne ceny Apple Watch, a nawet są skłonni bronić tej chorej koncepcji, są nawiedzeni redaktorzy ze Spider's Web i MyApple. Otóż wzmiankowani redaktorzy doszli do odkrywczego wniosku, że Apple Watch jest lajfstajlowym produktem modowym i ekskluzywnym wyrobem zegarmistrzowskim, więc cena paru tysięcy dolców jest całkowicie uzasadniona, bo wszak na zegarku dobrej jakości nie należy oszczędzać.

No cóż, panowie redaktorzy nie rozumieją podstawowej różnicy pomiędzy prawdziwym zegarkiem a gadżetem. Faktycznie, jak ktoś ma taki kaprys, to można dać parę tysięcy za rasowy, męski chronometr z porządnym mechanizmem i ponadczasowym dizajnem, który posłuży przez lata i będzie nabierał wartości jako klasyk, ale żeby płacić tyle forsy za obliczoną na 2-3 lata gejowską jednorazówkę z tandetną chińską elektroniką upchaną w środku paskudnej, pozłacanej obudowy, która stanie się niemodna jeszcze przed upływem gwarancji? Odrobinę rozsądku, panowie...


fanbojstwo 2590903859721863000

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum

Archiwum bloga