applefobia
Applefobia
Loading...

Apple Pay? A na co to komu?

Środowisko polskich miłośników technologii second-hand spod znaku używanego jabłka obiegła radosna wieść, jakoby do naszego pięknego kraj...


Środowisko polskich miłośników technologii second-hand spod znaku używanego jabłka obiegła radosna wieść, jakoby do naszego pięknego kraju miała zawitać przełomowa metoda płatności o nazwie Apple Pay. Rychło w czas...

Nawiasem mówiąc, mało kto zauważył, że ta technologia powinna nazywać się User Pay, a nie Apple Pay, bo to wszak nie Apple płaci, lecz nieszczęśni fanboje tej firmy, ale czy to stadko golonych na wszystkie możliwe sposoby owiec przejmuje się takimi drobnostkami, jak kreatywne nazewnictwo? Przecież nikomu nie przeszkadza, że MacBook Air jakoś nie lata, a Mac Pro ma tyle wspólnego z profesjonalną stacją roboczą, co widoczny na rycinie obiekt z halą montażową Airbusa...



Ale ja nie o tym... Być może płatności zbliżeniowe wywołują dreszcz emocji wśród fanbojów w USA, gdzie jeszcze całkiem niedawno w użyciu były heble do kart płatniczych, a NFC zostało po wielkich bólach "wynalezione" przez Apple dopiero w 2014 roku. Niestety, w Europie czy nawet w Polsce, gdzie płacimy zbliżeniowo od tak dawna i na tyle sposobów, Apple Pay jest równie przełomowe, jak stoisko wiejskiego kołodzieja na targach motoryzacyjnych. Tylko Apple potrafi wymyślić zbliżeniową "nowość", jaką każdy, kto nie goli się już krzemiennym nożem, nosi od dawna portfelu...

Oczywiście fanatycy kupertyńskich wynalazków masowo deklarują, że w chwili wejścia Apple Pay zrezygnują w ogóle z noszenia portfeli. Nie mam pewności, czy to dobry pomysł, bo jeśli znowu usiądą na iPhonie wciśniętym w kieszeń ciasnych hipsterskich portek, to nie kupią sobie nawet biletu na powrót PKS-em do rodzinnego Radomia. Ale to ich problem. Ja raczej pozostanę przy swoim, bo chociaż potłukłem już w życiu parę telefonów, to jeszcze nigdy nie udało mi się złamać portfela ani rozładować baterii w karcie płatniczej. A fanbojom jak zwykle przyjdą w sukurs stare dobre sztuczki i przejściówki, służące do obchodzenia ograniczeń kupertyńskich technologii. Nic tak nie ratuje w nieszczęściu, jak poskładana stówka ukryta na czarną godzinę w majtkach od Calvina Kleina albo wsunięta pod designerskie etui od iPhona.

Inny temat to rzekoma wygoda korzystania z Apple Pay. Hmm... każdorazowe skanowanie palucha w iPhonie czy bawienie się przyciskami Apple Watcha to raczej więcej fatygi, niż machnięcie kartą nad czytnikiem. I to bez wyjmowania jej z portfela. No, chyba że chodzi tylko o to, aby oburącz publicznie pochwalić się gadżetami od Apple w Starbucksie.

Jako że w naszej części świata w powszechnym użyciu są karty PayPass czy nawet - w przypadku osób nadgorliwych technologicznie - usługa Android Pay, przełomowa technologia Apple wydaje się już nieco przestarzała. Oszałamiająca możliwość zapłacenia telefonem czy zegarkiem od Apple jest równie aktualna, co bułgarski program wysłania człowieka na Księżyc. Ale co tam, każdy ma swój Księżyc...



Źródło:
NFC 2555014011889184722

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum