applefobia
Applefobia
Loading...

"Znowu halo", czyli ostatnia konferencja Apple

Czwartkowa konferencja Apple "Hello Again" była sygnowana wybuchającym jabłkiem, wi...


Czwartkowa konferencja Apple "Hello Again" była sygnowana wybuchającym jabłkiem, więc ponownie potwierdza się moja teoria, że firma przeczuwa bliski koniec. Nawet TimKuk wszedł na smutną i ciemną scenę przez wyjście awaryjne z dziwnie markotną miną. Ale po kolei...

Wiem, że niektórzy czekali na tę konferencję paznokciami wbitymi w zaciśnięte dłonie, pełni pozytywnej energii, ukrytych pragnień i pobożnych życzeń. Ja też miałem oglądać relację z Cupertino, ale akurat na osiedlu zepsuł się hydrant, więc przez parę godzin razem z borsukiem gapiliśmy się z wypiekami na twarzy (i pysku) na fantazyjne meandry tworzone przez wodę płynącą do studzienki ściekowej. No po prostu bajka... Aha, zdaje się, że miałem nie o tym...

W pierwszych słowach czwartkowej konferencji dowiedzieliśmy się, że Apple zamierza skupić się na osobach niepełnosprawnych. To akurat żadna nowość, bo geniusze z Cupertino od lat dostarczają ograniczone gadżety dla słabujących umysłowo fanbojów, ale teraz postanowili wcisnąć swoją technologię również tym, którzy do prywatnych problemów chcą dołożyć udrękę funkcjonowania w rezerwacie Apple.

Potem było trochę gadania o zegarkach z melodyjkami, graniu w minecrafta i serialach w telewizji, czyli o tradycyjnej ofercie Apple dla gimnazjalistów i osób wstydzących się wychodzić z domu wskutek cyfrowego zacofania.


Gwiazdą programu był oczywiście nowy MacBook Pro. "Nowy" oczywiście w sensie umownym. Jeśli ktoś już widział kiedyś w życiu jakiś nowoczesny laptop, to MacBook dupy nie urywa, co najwyżej u niektórych najbardziej zatwardziałych fanbojów może wywołać lekkie swędzenie hemoroidów.

Z marketingowych przechwałek Phila Schillera wynika, że udało im się jeszcze bardziej odchudzić MacBooka - jak zwykle, kupertyńskie kutwy oszczędziły na materiale. Podobno są to najlżejsze i najcieńsze MacBooki Pro w historii - 13-calowy ma 14,9 mm grubości, a 15-calowy - 15,5 mm. Szkoda tylko, że wciąż jeszcze trochę brakuje im do HP Spectre, który ukazał się w kwietniu i ma 10,4 mm grubości, a waży raptem 1,11 kg.

Apple oszczędziło nie tylko na amelinium, ale również na przyciskach. Jakimś cudem w Cupertino wciąż nie udało się wyprodukować notebooka z dotykowym ekranem, co jest już normą w świecie Windows, więc żeby zasymulować tzw. rzucenie na kolana konkurencji, kupertyńscy wynalazcy wstawili w MacBooka namiastkę touchscreena - dotykowy ekranik. Gdzie? Heh... nic w przyrodzie nie ginie - zamiast rzędu klawiszy funkcyjnych.

Hmm... Z tym genialnym pomysłem wizjonerów z Apple jest ciekawa historia, bowiem coś podobnego wymyśliłem gdzieś w okolicy 2010 roku, startując w konkursie Gadżetomanii na koncepcyjny projekt nowego Asusa Lamborghini...





Oczywiście, zgodnie z tradycją wymyślania nowych nazw dla cudzych pomysłów, Apple nazwało swój pasek Touch Bar, ale podróba jest tak ewidentna, że chyba nawet nie muszę wynajmować adwokata. Nie wiem, jakie są amerykańskie stawki odszkodowań, ale Apple wisi mi jakieś 16 milionów dolców za plagiat. No, powiedzmy, że zgodzę się na 8 milionów, bo mój pasek był o połowę krótszy. Liczę na to, że kasę wypłacą jeszcze przed Świętami, bo Borsuk marzy o nowych sankach wysadzanych kryształkami Swarovskiego.

Inną cechą wyróżniającą nowego MacBooka Pro jest homogenizacja gniazdek. Według Phila Schillera dwa albo cztery porty Thunderbolt 3 mają zastąpić wszystkie inne złącza - zasilanie, USB, Display Port, HDMI i VGA. Oczywiście nie zastąpią, chyba że wydasz na przejściówki równowartość drugiego MacBooka. Oj, zacznie się rzucanie mięsem przez posiadaczy starszych akcesoriów Apple...

Potem były już tylko kolejne obrazki i filmy, mające udowodnić przydatność MacBooka w profesjonalnych zastosowaniach. Wciąż nie rozumiem, jak można edytować grafikę lub filmy na błyszczącym ekranie, ale widać jestem staroświecki, bo pracuję w widnym apartamencie na porządnym matowym monitorze, a nie tak jak większość profesjonalnych makjuzerów - w dizajnersko zaciemnionym pokoiku w mieszkaniu rodziców.



Chwilę później uwodzicielski, hipnotyzujący baryton Jonnego Ive, ilustrowany obrazami kolorowych wybuchów, poinformował nas o nieprawdopodobnej ilości super-zaawansowanych technologii, jakie znalazły się wewnątrz nowego MacBooka. Trzeba mu wierzyć na słowo, bo z wierzchu tego jakoś nie widać. W ogóle mam wrażenie, że piękne reklamowe filmiki 3D ilustrujące te cuda były bardziej pracochłonne i zaawansowane niż bebechy MacBooka.

Na scenie ponownie pojawia się znany kłamca Phil Schiller, aby od nowa wyliczyć wszystkie prawdziwe i urojone zalety nowego laptopa Apple. Gada, wylicza i obiecuje jak nakręcony. Wreszcie schodzi przy mdłych brawkach. Jak się okazuje, widocznie jednak firma nie wierzy w jego urok osobisty i siłę przekonywania, bo w podsumowaniu konferencji TimKuk nie może się powstrzymać, żeby ze łzami w oczach jeszcze raz przekonać widzów, że nowy MacBook Pro to najbardziej zaawansowany technologicznie laptop świata. Hę? Halo! Halo, tam w Cupertino! Zejdźcie na ziemię...

I to by było na tyle... Następnej konferencji chyba nie będzie...


Źródło: YouTube
touch bar 7320883964100903396

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum