applefobia
Applefobia
Loading...

MacBook Pro - będziecie płakać ze szczęścia

Po prezentacji nowych MacBooków Pro na czwartkowej konferencji wyjaśniło się, dlaczego nadano...


Po prezentacji nowych MacBooków Pro na czwartkowej konferencji wyjaśniło się, dlaczego nadano jej tytuł "Hello Again". Takimi słowami personel Apple Store będzie witał makjuzerów, gdy po raz kolejny przyjdą kupić jakąś przejściówkę...

W czasach, gdy laptopy z dotykowymi ekranami od dawna nie płoszą już koni na ulicach i borsuków po lasach, Apple dokonało milowego kroku w swoim autystycznym świecie zaawansowanych technologii, prezentując MacBooka Pro dotykowym mini-wyświetlaczem. Słowo "ersatz" nabiera nowego znaczenia.

Choć ich główne zastosowanie to klikanie na Fejsie przy sojowej latte w trendy-knajpach, MacBooki Pro są lansowane przez Apple jako sprzęt dla profesjonalistów, Znaczy - do pracy. No cóż, pracę na gładziku - choćby był wielkości boiska do siatkówki - uważam za porażkę. Jak na czymś takim wykonać przeciąganie z wciśniętym prawym przyciskiem myszy, niezbędne w niektórych programach graficznych czy inżynierskich?

Tymczasem Apple do tego bajzlu dokłada jeszcze dodatkowy paseczek do miziania, aby mieć rzekomo łatwiejszy dostęp do różnych opcji i menu, które na normalnych komputerach są dostępne na głównym ekranie. Efekt? Zamiast siedzieć prosto wygodnie smyrać jedną ręką po gładziku, a drugą obsługiwać kubek z kawą, teraz trzeba albo skakać paluchami od gładzika do Touch Bara i z powrotem, albo napieprzać oburącz, dostając garba i zapalenia ścięgien przedramienia. I ciągle trzeba odrywać wzrok od ekranu, aby trafić palcem w to, co akurat wyświetla się na paseczku. A trzecią ręką spróbujcie jeszcze wcisnąć jeszcze Option czy inny Command... Ergonomia łapie się za głowę i chowa ją w zasikany piasek...


Ale to wszystko to furda. Makjuzerzy nie do takich patologii potrafią się przyzwyczaić. O wiele trudniej będzie przywyknąć do kosztów, frustracji i straty czasu, jakie wynikną z szaleńczej decyzji o zakupie nowego MacBooka Pro. Apple pokazało jak dalece ma swoich fanów w wypielęgnowanej białej d.pie, ogołacając ameliniową obudowę z wszelkich przydatnych gniazdek i pozostawiając wyłącznie porty w homogenicznym, niespotykanym w reszcie świata standardzie Thunderbolt 3.

Skutek jest taki, że sprzedając nerkę na pokrycie kosztów zakupu Maka musicie od razu odżałować jakiś inny narząd z przeznaczeniem na zakup niezbędnych dodatków. Według podsumowania przygotowanego przez sknery ze SpidersWeb łączna sumka za komplet przejściówek doprowadzających MacBooka do funkcjonalności normalnego laptopa to prawie 1300 zł. Heh, łza się w oku kręci - "profesjonalny" laptop dla fotografa bez czytnika kart SD?

Oczywiście nie musicie kupować od razu wszystkich przejściówek - można na raty, dzięki temu częściej będziecie odwiedzać Apple Store, aby zostać nagrodzeni gromkimi brawami i zwyczajowym powitaniem "hello again" przez radośnie uśmiechniętego doradcę Apple. To w końcu za waszą głupotę, krew, pot, łzy, pianę na ustach i zgrzytanie zębów on dostaje swoją prowizję...

Dzięki pomysłowości kupertyńskich geniuszy, skoncentrowanej w cudownym MacBooku Pro, możecie poczuć się jak sułtan, który posiada cztery żony i teoretycznie może ich używać kiedy chce, ale w praktyce okazuje się, że każda ma inną chorobę weneryczną, a kluczyk do jej pasa cnoty pomylił się z kluczykiem do kawalerki eunucha pilnującego haremu. Nowy laptop Apple jawi się jak marmurowa wanna z czterema fikuśnymi złotymi kranami, tyle tylko że do ich odkręcenia potrzeba zapłacić za wezwanie wąsatego hydraulika z francuzem.

Nie pierwszy raz Apple wystawia swoich fanów do wiatru. A oni nic - dają się robić w konia jak stado hucułów. Gdy tak o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że raczej wolałbym spacerować ze złotym Rolexem po parku nocą, niż wejść w durny i nieprzewidywalny ekosystem Apple. W parku mam przynajmniej gwarancję, że okradną mnie tylko raz...


Źródło:
wynalazek 2704707488793779198

Strona główna item

Bądź na bieżąco



REKLAMY






Losowy wpis z archiwum